00:00
Pojechały w góry Atlas na wymarzoną wyprawę. Nie wiedziały, że ktoś wybrał je na swoje ofiary.
00:21
Dzień dobry, dobry wieczór, w zależności od tego, kiedy się słyszymy. Dziś zapraszam Was na kolejny odcinek z serii Zabójcze Wakacje i opowiem Wam o przerażającej sprawie z Maroka, która zaczęła się od wymarzonej podróży, a zakończyła tragedią, o której mówił cały świat. Zanim jednak przejdziemy do tej sprawy, mam dla Was małe urodzinowe ogłoszenie. W minioną sobotę kryminalne historie skończyły 7 lat, dlatego świętujemy przez cały tydzień. Do końca dzisiejszego dnia możecie jeszcze wziąć udział w rozdaniu moich książek z dedykacją, a wszystkie szczegóły znajdziecie na Facebooku i Instagramie.
00:59
Szukajcie urodzin nowego filmiku.
01:02
Do tego od poniedziałku trwa też nasza zabawa, czyli siódme urodziny, siedem dni, siedem zagadek i każdego dnia pojawia się kolejna zagadka, a Waszym zadaniem jest odkrycie litery, którą należy sobie zapisać, a później z tych wszystkich liter ułożycie hasło. W niedzielę czeka na Was niespodzianka, którą otrzymacie za ułożone hasło.
01:23
Do zabawy jak najbardziej możecie jeszcze dołączyć. Wystarczy wejść na Instagram i tam macie przypiętą relację, siódme urodziny, gdzie znajdziecie wcześniejsze zagadki. Bo te wszystkie zagadki pojawiają się codziennie na stories, na Facebooku i Instagramie.
01:40
A zatem zapraszam Was albo na Facebooka Kryminalne Historie, albo na Instagram Kryminalne. Bardzo Wam dziękuję, że jesteście ze mną już tyle lat. Widziałam też, że pojawiają się pytania o urodzinowy live, więc dajcie znać, czy rzeczywiście mielibyście ochotę na takie spotkanie. A teraz zapraszam do wysłuchania dzisiejszej historii.
02:17
24-letnia Luisa Westeraje Jespersen dorastała w Ikast w Danii. Wychowała się z trojgiem młodszego rodzeństwa, bliźnieczkami i najmłodszym bratem. Jej rodzice się rozstali, ale Luisa pozostawała blisko ze swoją mamą Hele i resztą rodziny. Znajomi określali ją jako pogodną, energiczną i ciekawą świata dziewczynę. Najlepiej czuła się na świeżym powietrzu, dlatego dość szybko zdecydowała, że nie chce wiązać swojej przyszłości z pracą za biurkiem. Po ukończeniu szkoły przeniosła się więc do Norwegii, gdzie rozpoczęła studia związane z aktywnością na świeżym powietrzu, kulturą i przyrodą.
02:55
W przyszłości chciała właśnie zostać przewodniczką i organizować wyprawy dla osób, które podobnie jak ona kochały góry, długie wędrówki i kontakt z naturą. Luisa nie ograniczała się jednak do tych planów, uprawiała także surfing, wspinaczkę i rafting, a także podróżowała po świecie. I zanim przyszedł pomysł na wycieczkę do Maroka, odwiedziła m.in. Argentynę, Peru i wspomnianą Norwegię. Cały czas zdobywała nowe doświadczenia, które miały jej się później przydać w pracy.
03:28
Jednym z jej największych marzeń był udział w wyprawie Phil Raven Polar. I była to taka organizowana co roku ekspedycja przez skandynawską Arktykę, podczas której uczestnicy pokonują około 300 km na saniach ciągniętych przez psy. Louisa zgłaszała się do udziału w tej wyprawie w 2017 i 2018 roku. Bardzo jej na tym zależało, bo widziała w niej nie tylko kolejną przygodę, ale także sprawdzian własnych możliwości.
03:59
Podczas studiów poznała Maren Ulland, z którą od razu połączyła ją nić porozumienia. Maren urodziła się 23 listopada 1990 roku i pochodziła z Bruna, niewielkiej miejscowości położonej w południowo-zachodniej Norwegii. Wychowywała się razem z siostrą i bratem, a jej rodzicami byli Irena i Jern.
04:23
Bliscy wspominali, że jako dziewczynka była raczej spokojna, nieśmiała i zamknięta w sobie. Z czasem coraz bardziej otwierała się na ludzi i świat. A jedną z najważniejszych części jej życia stała się natura. Maren ukończyła wcześniej kierunek związany z opieką społeczną i zdrowotną. a później rozpoczęła naukę na Uniwersytecie Południowo-Wschodniej Norwegii, gdzie spotkała Luisa. I nie były to takie studia, gdzie dosłownie tylko się uczyli o tym, jak powinna wyglądać rekreacja na świeżym powietrzu, ale skupiali się m.in. na nawigacji, planowaniu wielodniowych wypraw, czy na tym, jak wybrać bezpieczne miejsce na obóz.
05:03
Uczyli się także, jaki sprzęt powinni pakować, jak przygotowywać jedzenie w terenie, i oceniać zagrożenia związane z pogodą, osuwiskami czy dzikimi zwierzętami. Zdęci mieli nie tylko dobrze sobie radzić w górach, ale przygotowywano ich również do tego, by w przyszłości sami mogli prowadzić innych i uczyć ich odpowiedniego kontaktu z naturą.
05:26
Mama Maren, Irene, opisywała córkę jako pogodną, pełną energii i całkowicie zakochaną w życiu na świeżym powietrzu. Podkreślała też, że bezpieczeństwo zawsze było dla niej najważniejsze. Maren nie należała do osób, które podejmowały ryzyko tylko po to, żeby komuś coś udowodnić. Kilka miesięcy przed wyjazdem do Maroka miała okazję sprawdzić się podczas znacznie bardziej wymagającej wyprawy.
05:51
Latem 2018 roku poznała Mariusa, norweskiego podróżnika, którego działalność od pewnego czasu obserwowała w mediach społecznościowych. Mężczyzna miał już wtedy duże doświadczenie. Przemierzał Norwegię pieszo, zdobywał wysokie szczyty, a wcześniej brał udział m.in. w wyprawie kajakowej na Alasce. Zaczęli ze sobą rozmawiać, a Mariusz spontanicznie zapytał, czy Maryn chciałaby dołączyć do niego podczas pierwszej wyprawy przez Islandię. Zgodziła się niemal od razu.
06:21
I co ciekawe, przed wyjazdem praktycznie się nie znali, spotkali się zaledwie kilka razy, a na same przygotowania mieli mniej niż tydzień. Plan zakładał pokonanie piesze około 500 kilometrów, z dala od miast, z całym potrzebnym sprzętem niesionym na plecach.
06:38
Mariusz wiedział, jak wyczerpujące potrafią być wielodniowe marsze, dlatego początkowo nie miał pewności, jak Maren poradzi sobie na trasie. Tylko okazało się jednak, że była jedną z najlepszych osób, z jakimi przyszło mu podróżować. Wspominał, że nigdy wcześniej nie spotkał kobiety, która z ciężkim plecakiem poruszałaby się tak szybko i lekko. Maren była bardzo sprawna, wytrzymała i dobrze przygotowana, ale jednocześnie przez cały czas zwracował uwagę na bezpieczeństwo. Nie podejmowała niepotrzebnego ryzyka i potrafiła ocenić, kiedy dalsza droga może stać się niebezpieczna.
07:13
Niestety nie udało im się dokończyć tej wyprawy, bo po pięciu dniach Maren zaczęła odczuwać ból ścięgna Achillesa, więc zamiast kontynuować marsz za wszelką cenę, zdecydowała się wycofać, żeby nie pogłębić urazu. Ta decyzja dobrze pokazywała jej podejście do podróży. Maren kochała przygody, ale nie była brawurowa. Wiedziała, że czasem najbardziej odpowiedzialną decyzją jest rezygnacja. Mariusz więc zapamiętał ją jako nie tylko świetną towarzyszkę wyprawy, ale przede wszystkim wspominał, że od początku była pogodna, pełna energii i szybko poprawiała mu nastrój.
07:52
Jego zdaniem wydobywała z ludzi to, co najlepsze. Nawet kiedy warunki były trudne, jej obecność sprawiała, że kolejny dzień na trasie zaczynał się trochę łatwiej. Podczas wspólnej wyprawy opowiadała mu też o swoich planach. Cieszyła się na dalszą naukę i kolejne wyjazdy. Marzyła m.in. o przejściu przez lądolód Grenlandii.
08:13
Pominała też o Louisie, którą poznała na studiach. Obie szybko odkryły, że łączy je podobne podejście do życia. Zamiast wygodnych wakacji w hotelu, wolały plecak, namiot i wielogodzinne wędrówki. Nie bały się wysiłku, lubiły nowe wyzwania i chciały w przyszłości pracować blisko naturę.
08:31
Wniły się jednak charakterami. Luisa była bardziej otwarta i spontaniczna, natomiast Maren spokojniejsza, ostrożniejsza i mniej skłonna do pozostawiania rzeczy przypadkowi. Te różnice nie przeszkadzały im jednak w przyjaźni. Wręcz przeciwnie, dobrze się uzupełniały. Z czasem zaczęły wspólnie podróżować, planować wyprawy i nocować pod namiotem. Pod koniec 2018 roku obie były już na drugim roku studiów. To właśnie wtedy zaplanowały wyjazd do Maroka.
09:02
11 dni przed wyjazdem Maren oddała jeszcze pracę zaliczeniową z ekofilozofii i pisała w niej o swoim dzieciństwie na zachodnim wybrzeżu Norwegii, oraz o tym, jak ważny jest kontakt z naturą w świecie, w którym ludzie odczuwają nieustanną potrzebę zdobywania informacji. Uważała, że przebywanie na świeżym powietrzu może łączyć ludzi niezależnie od kultury i pochodzenia. Pisała też o potrzebie budowania relacji opartej na trosce i zrozumieniu zarówno między ludźmi, jak i wobec przyrody.
09:32
Czuła, że Luisa podziela jej poglądy i dlatego właśnie zdecydowała się na podróż z nią do Maroka. Wyjazd miał mieć charakter prywatny i trwać około miesiąca. Jednym z najważniejszych punktów planu była wędrówka na Tubkal, czyli najwyższy szczyt Afryki Północnej. Obie przygotowywały się do tego wyjazdu, a także szukały dodatkowych informacji. Luisa m.in. pytała swoich znajomych na Facebooku, pod koniec listopada napisała w mediach społecznościowych, że w grudniu wybiera się do Maroka, i zapytała, czy osoby związane z górami coś mogłyby jej doradzić, albo czy ktoś zna jakąś trasę prowadzącą na Tubkal.
10:14
Maren podchodziła do planu ostrożniej. W dniach poprzedzających wyjazd zaczęła się martwić, że może nie wszystkie szczegóły podróży zostały wystarczająco dobrze ustalone. Przez chwilę rozważała nawet rezygnację. Jednak rozmowa z Luisą sprawiła, że odzyskała entuzjazm.
10:33
W końcu podjęły decyzję, że jadą. 8 grudnia 2018 roku obie wyruszyły z Oslo do Maroka i zgodnie z wcześniejszym planem miały być tam około miesiąca. Jeśli chodzi o ten szczyt Tubkal, to on się wznosi na wysokość 4167 metrów.
10:56
Sama trasa nie uchodzi za wyjątkowo trudną technicznie, ale na pewno wymaga dobrej kondycji i przygotowania. Wędrówka w obie strony liczy około 35 km, a dodatkowym wyzwaniem jest na pewno wysokość i możliwość wystąpienia objawów choroby wysokościowej. Louisa i Maren miały jednak doświadczenie w takich wyprawach, znały zasady bezpieczeństwa i właśnie takich wyzwań szukały podczas podróży. Czuły, że jeśli chodzi o ich kondycję, to jak najbardziej są do tego przygotowane.
11:29
Jeszcze kilka dni przed wylotem, 5 grudnia, Louisa obchodziła swoje 24 urodziny.
11:34
I tego dnia po raz ostatni rozmawiała przez telefon ze swoją mamą Hele. Kobieta wspominała później, że córka jak zwykle brzmiała pogodnie i była podekscytowana zbliżającym się wyjazdem. Z kolei z Maroka Maren wysłała jeszcze wiadomość do swojej mamy, zapewniając, że wszystko jest w porządku.
11:54
W niedzielę 9 grudnia Luisa i Maryn przyleciały do Marrakeszu i pierwsze dni spędziły w tym mieście. Zwiedzały, próbowały lokalnego jedzenia i poznawały marokańską kulturę. Dopiero później ruszyły w stronę Imlil, położonego około 60 km na południe od miasta.
12:13
Imlil jest niewielką górską miejscowością, ale dla osób planujących wyprawę na Tubkal ma ogromne znaczenie. Właśnie tam kończy się asfaltowa droga i zaczynają szlaki prowadzące w głąb Atlasu Wysokiego. Miejscowość pełni rolę głównej bazy wypadowej dla turystów, którzy chcą właśnie zdobyć ten najwyższy szczyt Maroka. Można tam też odpocząć przed wędrówką, uzupełnić zapasy, wynająć przewodnika albo mułę do transportu cięższego bagażu.
12:42
I prawda też jest taka, że ruch turystyczny jest właściwie jednym z najważniejszych źródeł utrzymania mieszkańców, dlatego w okolicy działają niewielkie hotele, sklepy, wypożyczalnie sprzętu i firmy organizujące wyprawy.
12:56
Jak wspominałam, wejście na Tubkal nie wymaga zaawansowanych umiejętności wspinaczkowych, no ale nie oznacza to, że jest to prosty spacer. Trasa jest długa, prowadzi po nierównym terenie i wymaga dobrej kondycji, a zimą dochodzą do tego niskie temperatury, śnieg i oblodzone odcinki szlaku. Więc większość turystów dzieli wyprawę na kilka etapów. Z Imlin wędrują do jednego ze schronisk położonych na wysokości około 3200 metrów, gdzie zatrzymują się właśnie na noc przed wejściem na szczyt.
13:28
I tak też zrobiły Luisa i Maren, które zatrzymały się na kilka dni w niewielkim obozie namiotowym przy schronisku Lemou Flon. Były pogodne, rozmowne i chętnie nawiązywały kontakt z innymi turystami. To wtedy spotkał je lokalny przewodnik, który później wspominał, że dziewczyny sprawiały wrażenie bardzo zadowolonych z podróży i dużo rozmawiały z osobami przebywającymi w obozie. Poradził im jednak, żeby nie rozbijały namiotu samotnie, z dala od innych turystów. Nie o to chodziło, że chciał jej jakoś przestraszyć, czy że ostrzegał przed jakimś zagrożeniem.
14:03
Była to raczej ogólna rada kogoś, kto dobrze zna okolice i wie, że nocowanie w odosobnieniu zwiększa ryzyko, zwłaszcza zimą.
14:12
Luisa i Maren podziękowały za radę, a przez kolejne dni głównie odpoczywały, uzupełniały zapasy oraz przygotowywały się do dalszej wędrówki. Później spakowały swoje plecaki i ruszyły szlakiem prowadzącym w stronę Tubkalu. Przez kolejne dni nikt jeszcze nie wiedział, że w górach wydarzyło się coś strasznego. Szlak wyglądał jak zwykle, turyści ruszali w stronę szczytu, a mieszkańcy Imlil zajmowali się swoją codzienną pracą. Dopiero rankiem 17 grudnia spokój tego miejsca został przerwany przez makabryczne odkrycia.
14:47
Dwoje francuskich turystów wędrowało szlakiem prowadzącym z Ilmil w stronę Tubkalu. Około 10 km od miejscowości zauważyli niewielki obóz rozstawiony przy trasie. Kiedy podeszli bliżej zauważyli namiot i ślady krwi. W pobliżu znajdowały się ciała dwóch młodych kobiet.
15:07
Jedna z nich leżała wewnątrz namiotu, druga na zewnątrz. Ten widok mocno ich zszokował. Właściwie nie byli w stanie na to nawet dłużej patrzeć. Zaczęli schodzić jak najszybciej w stronę Ilmil i ostrzegali napotkane osoby, żeby nie szły dalej szlakiem. Po drodze w końcu spotkali miejscowego mężczyznę zmierzającego w górę. Opowiedzieli mu o swoim odkryciu, a on pomógł im przekazać te informacje służbom. W ciągu kilku godzin spokojna trasa zmieniła się nie do poznania.
15:38
Dostęp dla turystów został zamknięty, a w okolicy pojawili się policjanci, żandarmi i ratownicy. Rozpoczęło się zabezpieczenie miejsca zbrodni.
15:51
Dość szybko potwierdzono, że odnalezione kobiety to 24-letnia Louisa i 28-letnia Maryn. Obrażenia obu świadczyły o wyjątkowo brutalnym ataku. Ich głowy zostały oddzielone od ciału. Zetczy rozpoczęli oględziny namiotu i jego najbliższego otoczenia. Plecaki, ubrania, sprzęt oraz pozostałe rzeczy należące do kobiet znajdowały się nadal na miejscu. Nic nie wskazywało na to, żeby napastnicy zebrali pieniądze albo wartościowe przedmioty.
16:23
Motyw rabunkowy został więc szybko wykluczony i uznany za mało prawdopodobny. Pozostawało jednak wiele pytań. Czy kobiety znały sprawców? Czy spotkały ich wcześniej na szlaku? A może zostały wybrane przypadkowo tylko dlatego, że rozbiły namiot w miejscu oddalonym od innych turystów?
16:43
W pierwszych godzinach śledztwa brano pod uwagę różne wersje wydarzeń. Pojawiły się m.in. przypuszczenia, że atak mógł mieć podłoże seksualne. Później jednak udało się dotrzeć do świadków oraz zabezpieczyć nagrania z monitoringu, które wskazywały na to, że pewna grupa mężczyzn obserwowała kobiety, a później ruszyła za nimi w górę. Nadal jednak nie było wiadomo, dlaczego to robiła.
17:11
Prawa natychmiast postawiła marokańskie służby w stan najwyższej gotowości. W rajon skierowano kolejnych funkcjonariuszy oraz helikoptery. Zaplanowane wyprawy na Tubkal zostały wstrzymane, a turyści nie mogli zbliżać się do zabezpieczonego odcinka szlaku. Śledczy przesłuchiwali też mieszkańców Ilmil, lokalnych przewodników, pracowników miejsc noclegowych oraz turystów, którzy w poprzednich dniach mogli widzieć obie kobiety. Próbowali odtworzyć ich trasę, ustalić z kim rozmawiały i czy ktoś wcześniej zwrócił na nie szczególną uwagę.
17:46
Pytali również o tych obcych mężczyzn pojawiających się w okolice. Wiadomo było, że ta grupa przyjechała do Ilmil, a następnie ruszyła pieszo w górę. Jeden z najważniejszych tropów znajdował się jednak znacznie bliżej miejsca zbrodni.
18:01
Kilkaset metrów od namiotu Luisy i Maren śledczy znaleźli ślady drugiego obozowiska. Wszystko wskazywało na to, że prawdopodobnie wcześniej nocowali tam napastnicy. W pozostawionym namiocie znajdował się dokument ursamości jednego z mężczyzn. Był to pierwszy konkretny ślad, który mógł doprowadzić policję bezpośrednio do sprawców. Nadal jednak nie wyjaśniał motywu zbrodni. I kiedy wciąż analizowano, dlaczego kobiety zginęły, do policji dotarła informacja, która całkowicie zmieniła sposób, w jaki śledczy patrzyli na te zbrodnie.
18:37
W internecie zaczęło krążyć nagranie przedstawiające atak na Luisa i Maren. Film był wyjątkowo brutalny. Zarejestrowano na nim ostatnie chwile kobiet, samą napaść oraz głos jednego ze sprawców, który mówił, że zabójstwo jest odwetem za śmierć jego, w cudzysłowie, braci, w syryjskim Hadzin. Nazywał ofiary wrogami Boga i przedstawiał ich śmierć jako czyn dokonany w imię skrajnej ideologii. Nie było już wątpliwości, że nie chodziło o rabunek, a nie o przypadkowy atak na tle seksualnym.
19:08
Sprawcy wybrali dwie zagraniczne turystki, ponieważ chcieli potraktować ich śmierć jako symboliczny odwet i wykorzystać nagranie do szerzenia strachu.
19:19
Nie udało się ustalić jednoznacznie, gdzie materiał został opublikowany po raz pierwszy. Europejscy śledczy twierdzili, że początkowo mógł pojawić się na Facebooku, skąd trafiał na kolejne platformy. Przedstawiciele serwisu nie potrafili jednak tego potwierdzić. Do 19 grudnia film był już rozpowszechniany przez Facebooka, Twittera, Whatsapp i Telegram. Ludzie przesyłali go sobie dalej, często bez żadnego ostrzeżenia. Skala udostępnień była tak duża, że materiał zaczął również docierać do znajomych i bliskich Luiso oraz Maren.
19:52
Niedługo później śledczy trafili na drugie nagranie. Tym razem nie przedstawiało ono samego ataku. Widać było na nim czterech mężczyzn, którzy przed zbrodnią złożyli przysięgę lojalności państwu islamskiemu. Mówili o nalotach międzynarodowej koalicji i nawoływali do atakowania osób, które uznawali za wroków. Te dwa nagrania zaczęły więc się układać w jeden obraz. Pierwsze pokazywało zbrodnię i motyw, którym sprawcy próbowali ją uzasadnić. Drugie wskazywało, że atak już wcześniej był planowany i miał zostać przedstawiony jako działanie inspirowane ideologią terrorystyczną.
20:30
W tej historii był jeszcze jeden niezwykły i wyjątkowo tragiczny zbieg okoliczności. Siedem lat wcześniej Maren przyjaźniła się z osiemnastoletnią francuską Salome. Poznały się w norweskiej szkole ludowej i szybko się do siebie zbliżyły. Norweska Szkoła Ludowa to taka specyficzna roczna szkoła z internatem dla dorosłych, która oferuje naukę bez ocen, egzaminów i tradycyjnych stopni. Taka placówka skupia się głównie na rozwoju osobistym, pasjach oraz nauce życia w społeczności.
21:04
Większość uczniów ma od 18 do 25 lat, ale te szkoły nie mają górnej granicy wieku. Są też otwarte dla studentów zagranicznych. I co warto dodać, nauka jest tam płatna. Kiedy Salome zrezygnowała z dalszej nauki i wróciła do domu, zostawiła Maren list, w którym zapewniała, że jeszcze się spotkają. Kilka tygodni później wysłała jej kolejną wiadomość. Pisała, że tęskni, a także, że wybiera się wkrótce do Maroka. List był jeszcze w drodze do Norwegii, kiedy 28 kwietnia 2011 roku w kawiarni Argana w Marrakeszu eksplodowała bomba.
21:41
W zamachu zginęło 17 osób.
21:44
A jedną z nich była właśnie Salome. Jej śmierć mocno wpłynęła na Maren, od tamtej pory jeszcze bardziej starała się nie odkładać życia na później. Chciała podróżować, poznawać świat i korzystać z możliwości, które się przed nią pojawiały. Podczas wyjazdu do Maroka nadal miała przy sobie jeden z listów, które otrzymała od Salome. Siedem lat po śmierci przyjaciółki Maren również zginęła w tym samym kraju. I podobnie jak Salome, padła ofiarą ataku motywowanego ekstremistyczną ideologią.
22:18
Wróćmy jednak do nagrania, bo sprawcy wyraźnie wskazali w nim wydarzenie, które miało być pretekstem do tej zbrodni. Mówili o śmierci swoich braci w Hadżin i przedstawiali atak na Luisa oraz Maren jako odwet.
22:32
I przybliżę Wam teraz o co chodziło. Hajin to niewielka miejscowość położona we wschodniej Syrii. W 2014 roku znalazła się pod kontrolą tzw. państwa islamskiego i przez kolejne lata była miejscem intensywnych walk. 14 grudnia 2018 roku, czyli zaledwie dwa dni przed atakiem na Luisa i Maren, Hajin została odbita przez syryjskie siły demokratyczne. Operację poprzedził tydzień intensywnych nalotów prowadzonych przez Międzynarodową Koalicję pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych.
23:05
I to właśnie do tych wydarzeń odnosili się napastnicy. Próbowali więc przedstawić zabójstwo tych turystek jako zemstę za działania militarne prowadzone tysiące kilometrów dalej. Nagranie bardzo szybko zaczęto usuwać z mediów społecznościowych, ale wcześniej zdążyło dotrzeć do ogromnej liczby osób. Tak jak wspominałam, wiele osób przesyłało je sobie prywatnie, a także publikowało na kolejnych kontach. Dlatego władze też zaczęły ostrzegać, że rozpowszechnianie materiału może prowadzić do odpowiedzialności karnej.
23:38
I według doniesień zatrzymano za to kilka osób, w tym osobę niepełnoletnią.
23:44
Ale część internautów po prostu nie wierzyła, że ten film jest autentyczny. Materiał był tak brutalny, że niektórzy uznawali go za inscenizację albo fragment produkcji stworzonej tylko po to, żeby szokować. Norwezkie służby kryminalne poddały jednak nagranie szczegółowej analizie i nie znalazły niczego, co wskazywałoby, że zostało sfałszowane. Oznaczało to, że film był prawdziwy. W tym samym czasie służby musiały wykonać jedno z najtrudniejszych zadań w całym śledztwie – odnaleźć bliskich Luisy i Maren oraz przekazać im wiadomość o tym, co wydarzyło się w górach Atlas.
24:22
I podczas gdy w Maroku trwały pierwsze działania policji, tysiące kilometrów dalej rodziny obu kobiet zaczynały słyszeć pierwsze informacje o odnalezieniu ciał dwóch turystek. Ich nazwiska nie zostały jeszcze oficjalnie podane. Wiadomo było jedynie, że ofiarami są młode kobiety z Danii i Norwegii.
24:40
17 grudnia matka Luisy, Hele, siedziała w domu razem z dziećmi. Rozmawiali o zbliżających się świętach Bożego Narodzenia, kiedy najmłodszy brat Luisy otrzymał wiadomość od jej znajomego mieszkającego w Norwegii. Mężczyzna zapytał, czy rodzina ma z nią kontakt, ponieważ w mediach pojawiają się informacje o dwóch turystkach – Dunce i Norweżce, które zostały zamordowane w Maroku. Brat odpisał, że niczego nie wiedzą. Znajomy próbował go uspokoić, tłumacząc, że rodziny ofiar podobno już zostały poinformowane.
25:12
Uznał więc, że skoro nikt jeszcze się z nimi nie skontaktował, być może nie chodziło o Louisa. Przez chwilę wszyscy trzymali się tej nadziei. Około 10 minut później rozległ się jednak dzwonek do drzwi. Kiedy Hele otworzyła, zobaczyła dwóch policjantów. Funkcjonariusze nie zdążyli właściwie nic powiedzieć. Kobieta od razu zrozumiała, dlaczego przyszli. I jak później opowiadała duńskim medium, po prostu się załamała. Policjanci potwierdzili, że jedną z kobiet odnalezionych w górach była Luisa.
25:46
Dla Hele była to kolejna niewyobrażalna strata. Pochowała już dwoje dzieci.
25:52
Jakiś czas wcześniej jej nowonarodzona córka zmarła wskutek nagłej śmierci łyżeczkowej, a później jej czteromiesięczny syn nie przeżył zakażenia wirusem RSV, który wywołał ciężką infekcję dróg oddechowych. Teraz dowiedziała się, że straciła również Luisa. W Norwegii rodzina Maren także zaczęła coś podejrzewać, zanim policja do nich dotarła. Irena była tego dnia ze swoim bratem w sklepie z artykułami do oprawiania fotografii. Powiedziała mu, że zaczyna się niepokoić, ponieważ od pięciu dni nie miała żadnej wiadomości od córki.
26:28
Brat próbował ją uspokoić, przekonując, że Maroko jest popularnym kierunkiem turystycznym i zapewne nic się nie stało. Tego samego popołudnia norweskie media poinformowały o odnalezieniu ciał Norweszki i Dunki. Informację zobaczyła macocha Maren i zadzwoniła do jej ojca, który pracował tego dnia na farmie. Zwróciła uwagę, że jedną z ofiar była Norweszka, a drugą Dunka. Ojciec Maren wiedział, że jego córka podróżowała z Luisą, pochodzącą z Danii. Skontaktował się więc ze starszą córką, a ta przekazała wiadomość Irene.
27:02
Podkreśliła, że tożsamości ofiar nie zostały jeszcze potwierdzone. Ale Irene była już przekonana, że chodzi o Maren. Powtarzała tylko, że to czuje, że czuje, że to ona. Następnie kobieta przytuliła syna, wsiadła do samochodu i zadzwoniła na numer alarmowy norweskiej policji.
27:22
Wyjaśniła, że jej córka przebywała dokładnie w tej części Maroka, w której odnaleziono ciała i zapytała wprost, czy to Maryn została zamordowana. Funkcjonariusz odpowiedział jej wtedy, że na razie nie może tego potwierdzić. Po chwili jednak telefon oddzwonił. Rozmówca zapytał Irenę, gdzie się znajduje. Kiedy odpowiedziała, że prowadzi samochód, usłyszała, że musi natychmiast zjechać na pobocze i się zatrzymać.
27:50
Wtedy zrozumiała, jaką wiadomość za chwilę otrzyma. Policja potwierdziła, że jedną z kobiet odnalezionych w górach Atlas była Maren. Wkrótce profil Ireny w mediach społecznościowych zaczął wypełniać się pytaniami od znajomych, którzy widzieli już pierwsze doniesienia. Zamiast odpowiadać każdej osobie osobno, opublikowała czarno-białe zdjęcie córki i umieściła obok dwie daty – 1990 myślnik 2018.
28:22
Nie tylko rodziny Luisy i Maren czekały wtedy na wiadomość. W Maroku przebywali również ich znajomi ze studiów, którzy mieli własne plany na ten wyjazd.
28:32
Stine początkowo zamierzał dołączyć do Luisy i Maren podczas wędrówki przez góry Atlas. Ostatecznie jednak w ostatniej chwili zmienił zdanie i został z dwojgiem innych studentów, którzy wybierali się na marokańskie wybrzeże, żeby surfować. Kiedy dotarła do nich informacja, że w górach odnaleziono ciała dwóch kobiet, Stine od razu wysłał Luisie wiadomość. Prosił, żeby się odezwała, gdy tylko bezpiecznie zejdzie z Atlasu.
28:58
Pisał też, że próbuje ze wszystkich sił nie myśleć, że chodzi właśnie o nią. Niestety, na tę wiadomość nigdy odpowiedzi nie dostał. Tymczasem w Maroku śledztwo zaczęło rozwijać się wyjątkowo szybko. Zaledwie doby po odnalezieniu ciał policja poinformowała o zatrzymaniu pierwszego podejrzanego. Szałą przyniosły oględziny drugiego obozowiska, które znajdowało się kilkaset metrów od namiotu Luisy i Maren. Wszystko wskazywało na to, że faktycznie nocowali tam napastnicy.
29:30
Wśród pozostawionych rzeczy śledczy znaleźli dokument należący do Abderrahmana Hayalego. Dzięki temu policja szybko ustaliła jego adres. Mężczyzna został zatrzymany rankiem 18 grudnia we własnym domu. Był żonaty, miał dwoje dzieci i pracował jako hydraulik. Zajmował się również nielegalnym polowaniem na ptaki. Uwagę sąsiadów zwróciło jego zachowanie po powrocie z gór. Mężczyzna niespodziewanie zgolił brodę, co było dla niego nietypowe. To właśnie mieszkańcy mieli poinformować o tym służbę.
30:03
Abderrahman nie był jednak jedyną osobą, której szukano. Śledczy dysponowali już nagraniami z kamer monitoringu, na których widać było kilku mężczyzn przebywających do Ilmil, a następnie ruszających pieszo w stronę gór, więc policja chciała dotrzeć do nich wszystkich. Analizując te nagrania, które zostały przesłane do internetu, dostrzeżono w nich coś jeszcze bardzo niepokojącego, a mianowicie, że grupa ta zapowiadała dalsze ataki.
30:33
Potwierdzono także, że film miał zostać nagrany w pomieszczeniu należącym do Abderrahmana. Policja porównywała twarze widoczne na tym nagraniu z materiałami monitoringu i zeznaniami świadków. W ten sposób udało się ustalić dane kolejnych trzech podejrzanych. Abdussamada Ejuda, Younesa Waziada i Rashida Afatiego.
30:57
Za przywódcę grupy uznano 25-letniego Abdesamada Ejuda, znanego również pod pseudonimami Abu Musab i Abu Asiya. Pracował jako stolarz, ale od kilku lat coraz mocniej angażował się w działalność religijną. W 2014 roku został zatrzymany na lotnisku w Kasablance, kiedy próbował wyjechać do Syrii. Po opuszczeniu więzienia zamieszkał na wsi, gdzie przez pewien czas pełnił funkcję imama, choć nie posiadał wymaganej zgody marokańskiej rady religijnej.
31:31
Z czasem coraz bardziej izolował się od rodziny. Bliscy wspominali, że kazał im mówić, iż nie żyje, gdyby ktoś o niego pytał. Utrzymywał też kontakty z innymi mężczyznami, którzy później mieli uczestniczyć w ataku. Jednym z nich był Yunus Oazjat, stolarz i sprzedawca owoców z Marrakeszu.
31:50
Znał Abderrahmana, czyli mężczyznę zatrzymanego jako pierwszego, który zostawił dokumenty ożsamości w tym namiocie i razem z nim uczęszczał do meczetu, w którym przemawiał z kolei Abdesamat, czyli ten, który został uznany za przywódcę grupy. Według rodziny wcześniej zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i haszyszu, a z czasem stawał się coraz bardziej radykalny.
32:16
Wspomniani wcześniej trzej poszukiwani mężczyźni, czyli Abdesamat, Younes i Rashid, próbowali opuścić Marrakesz autobusem. Policja zauważyła ich już na dworcu, ale nie zdecydowała się na interwencję w zatłoczonym miejscu. Funkcjonariusze obawiali się, że podejrzani mogą mieć przy sobie materiały wybuchowe i zaatakować przypadkowych ludzi. Zaczęli więc śledzić autobus i zatrzymali go dopiero w mniej zaludnionej okolicy. Wtedy aresztowano całą trójkę. Mężczyźni mieli przy sobie kilka noży.
32:48
Według śledczych wśród nich znajdowała się również broń wykorzystana podczas ataku na Luisa i Maren. W ciągu kilku dni od odnalezienia ciał policja zatrzymała więc wszystkich czterech mężczyzn podejrzewanych o bezpośredni udział w zbrodni.
33:04
Śmierć Luisy i Maren głęboko poruszyła nie tylko ich bliskich, ale także mieszkańców Maroka. Dla wielu osób było ważne, żeby pokazać, że sprawcy nie reprezentowali całego kraju ani ludzi żyjących w rejonie Ilmil. 22 grudnia 2018 roku, zaledwie kilka dni po odnalezieniu ciał Luisy i Maren, setki osób zgromadziły się przed ambasadami Danii i Norwegii w Rabacie. Przenosili kwiaty, zapalali świece i uczestniczyli w modlitwach oraz czuwaniach poświęconych Wśród zgromadzonych byli mieszkańcy, lokalni przewodnicy, funkcjonariusze policji i osoby, które wcześniej nie znały ani Luisy, ani Maren.
33:45
Jeden z przewodników powiedział, że w imieniu ludzi pracujących w rejonie Ilmil oraz całego Maroka potępia zbrodnię, którą można opisać jedynie jako akt barbarzyństwa i ignorancji.
33:57
Ludzie przybyli tam nie tylko po to, żeby oddać hołd dwóm młodym turystkom. Chcieli również wyrazić sprzeciw wobec przemocy i pokazać rodzinom, że nie są same w swoim bólu.
34:08
Po zakończeniu sekcji zwłok, ciała Luisy i Maren zostały przewiezione do ich rodzinnych krajów. Pogrzeb Luisy odbył się w styczniu w 2019 roku w Ikast. W uroczystości uczestniczyli jej bliscy, przyjaciele, sąsiedzi i mieszkańcy miejscowości, którzy chcieli wesprzeć rodzinę. Na ceremonii pojawił się również premier Danii. W imieniu rządu złożył rodzinie kondolencje i podkreślił, że śmierć Luisy poruszyła cały kraj.
34:36
Podczas pożegnania często wracano do tego, że Luisa nie pojechała do Maroka szukając niebezpieczeństwa. Chciała podróżować, zdobywać doświadczenie i realizować pasję, która od lat była najważniejszą częścią jej życia. Kilka dni później pożegnano Maren. Jej pogrzeb odbył się w Norwegii.
34:55
Kościół udekorowano motywami roślin, liści i grzybów, nawiązując w ten sposób do jej miłości do przyrody i życia na świeżym powietrzu. W uroczystości uczestniczyli bliscy, przyjaciele oraz kilkudziesięciu studentów z jej uczelni.
35:10
Norweski rząd reprezentował minister zdrowia. W swoim przemówieniu zwrócił się szczególnie do matki Maren. Powiedział, że jej córka przypominała ludziom o ich własnych dzieciach, siostrach, wnuczkach i przyjaciółkach. Była jedną z młodych kobiet, które chciały żyć odważnie, poznawać świat i samodzielnie decydować o swojej przyszłości.
35:32
Luisa i Maren zostały pochowane w swoich rodzinnych stronach, ale ich śmierć przestała być wyłącznie tragedią dwóch rodzin. Ruszyła Danie, Norwegia i Maroko, czyli trzy kraje, które połączyła historia dwóch młodych kobiet i wyprawy, z której już nie wróciły. W uroczystości pożegnalnej Maren uczestniczyła również ambasador Maroka w Norwegii. W swoim przemówieniu mówiła, że to, co spotkało kobietę, nie powinno sprawić, że ludzie pozwolą, by strach zaczął decydować za nich.
36:03
Zachęcała, by nadal zdobywać górę, spływać rzekami i poznawać świat z taką samą odwagą, z jaką robiła to Maren. Podkreśliła, że najlepszym sposobem na uczczenie jej pamięci nie jest wycofanie się z życia, lecz dalsze korzystanie z wolności, którą sprawcy próbowali odebrać innym, poprzez przemoc i zastraszanie. Zbrodnie potępili również premierzy Danii i Norwegii.
36:29
Premier Danii mówił, że wydarzenia w Maroku budzą w nim gniew i odrazę, a sam atak określił jako barbarzyński i bestialski. W kolei premier Norwegii nazwała go brutalnym i bezsensownym atakiem na niewinne osoby, który może spotkać się jedynie z potępieniem. Wśród wielu osób przeżywających śmierć Luisy był także jej były partner, Glenn Martin. Byli razem przez dwa lata, a ich związek zakończył się na kilka miesięcy przed jej wyjazdem do Maroka. Mimo rozstania pozostali bliskimi przyjaciółmi.
37:00
Po śmierci Luisy Glenn opublikował emocjonalny wpis w mediach społecznościowych. Pisał, że ostatnie dni przypominały koszmar, z którego wciąż miał nadzieję się obudzić. Przyznał też, że wraz z jej śmiercią umarła część jego samego. Ale jednocześnie wierzył, że dzięki temu jakaś jego część zawsze pozostanie przy Louisie, gdziekolwiek teraz jest.
37:23
Tymczasem śledczy coraz dokładniej odtwarzali przygotowania do ataku. Z zebranych dowodów wynikało, że nie był to spontaniczny czyn kilku mężczyzn, którzy przypadkiem spotkali turystki w górach. Plan dojrzewał znacznie dłużej, a grupa od miesięcy rozważała różne sposoby przeprowadzenia zamachu.
37:42
Za jej przywódcę uznano Abdesamada, czyli 25-letniego stolarza i ulicznego sprzedawcę z okolic Marrakeszu. Mimo, że był już w więzieniu, postanowił przeprowadzić atak w Maroku. Wokół niego powstała luźno powiązana grupa zradykalizowanych mężczyzn, którzy kontaktowali się m.in. przez Telegram. W jego najbliższym kręgu znajdowali się Rashid, Younes i Abderrahman. Ich zaangażowanie w skrajną ideologię było różne, ale z czasem zaczęli wspólnie rozważać coraz bardziej brutalne scenariusze.
38:18
Już w 2017 roku próbowali przygotować własny ładunek wybuchowy z łatwo dostępnych składników, jednak eksperyment się nie udał. Później znaleźli w internecie przepis na toksyczną mieszaninę, którą chcieli nanosić na klamki samochodów należących do funkcjonariuszy. Pomysłu zrezygnowali, gdy próba przeprowadzona na zwierzęciu nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Rozważali również ataki na kurorty, wjazd z samochodem w tłum turystów oraz wykorzystanie pasów z materiałami wybuchowymi.
38:49
Ćwiczyli nawet zachowanie podczas szturmu na terenie przeznaczonym do paintballa, ale nie byli w stanie zdobyć broni palnej ani przygotować sprawnego ładunku wybuchowego. Z czasem zaczęli więc się skupiać na planie znacznie prostszym, do którego wystarczyły noże i miejsce oddalone od świadków.
39:08
W 2018 roku pojechali na rozpoznanie do Ilmil. Przez kilka dni obozowali w górach, czytali materiały ekstremistyczne i sprawdzali, gdzie poruszają się zagraniczni turyści. Jednocześnie śledzili sytuację w Syrii, gdzie terytorium kontrolowane przez państwo islamskie coraz bardziej się kurczyło. Wyzwania przywódców organizacji do przeprowadzania ataków we własnych krajach utwierdziły ich w przekonaniu, że nie muszą wyjeżdżać na Bliski Wschód, żeby dokonać zamachu.
39:40
12 grudnia 2018 roku cztery mężczyźni spotkali się, by omówić konkretny plan. Zamierzali zaatakować marokańskich funkcjonariuszy albo zagranicznych turystów. Nie mieli jeszcze wybranych ofiar. Widzieli jedynie, że chcą znaleźć osoby, które będą bezbronne i oddalone od większej grupy ludzi. Następnego dnia przygotowali nagranie, na którym złożyli przysięgę swojej lojalności wobec przywódcy państwa islamskiego. Film powstał w skromnym betonowym pomieszczeniu należącym do Abderrahmana.
40:13
Jako tło wykorzystali flagę przygotowaną z kawałka czarnego materiału i białego barwnika. Telefon ustawili naprzeciwko zużytej kanapy, a potem usiedli przed kamerą i zapowiedzieli walkę z osobami, które uznawali za wrogów.
40:28
14 grudnia spakowali noże, namiot, jedzenie oraz karty telefoniczne. Przed wyjazdem zgodzili brody, żeby mniej rzucać się w oczy. Motocyklami dotarli na obrzeża Marrakeszu, skąd ruszyli taksówką w kierunku Ilmil. Po drodze samochód został zatrzymany przez funkcjonariuszy w miejscowości Asni u podnóża Atlasu. Z późniejszych zeznań wynikało, że mężczyźni byli gotowi zaatakować policjantów, gdyby ci spróbowali przeszukać pojazd albo dokonać zatrzymania. Kontrola ograniczyła się jednak do sprawdzenia dokumentów, dlatego mogli jechać dalej.
41:04
Po dotarciu do Ilmil kupili jedzenie i paliwo do turystycznej kuchenki, a następnie ruszyli pieszo w góry. Po około pięciu kilometrach dotarli do Sidi Shamharuf, niewielkiej osady położonej przy szlaku na Tubkal. Miejsca to jest popularne wśród turystów. Działają tam kawiarnie oraz są stoiska z jedzeniem i pamiątkami. Mężczyźni liczyli, że właśnie tam znajdą odpowiednią ofiarę. Szybko jednak zauważyli, że okolica jest pełna ludzi. Większość turystów poruszała się z przewodnikami, wokół znajdowali się też mieszkańcy, dlatego atak wiązałby się ze zbyt dużym ryzykiem.
41:39
Przez następne dwa dni krążyli po trasie i obserwowali kolejne osoby. W piątek zauważyli parę zagranicznych turystów poruszających się na rowerach. Mieli już przygotowane noże, ale ostatecznie nie zdecydowali się ich zaatakować. Źródła nie wskazują, co ich wtedy powstrzymało. Następnego dnia zaczęli śledzić kolejnych wędrowców, jednak zrezygnowali, gdy zobaczyli, że towarzyszą im lokalni przewodnicy. Rozważali także zaatakowanie brytyjskiego turysty, ale podczas rozmowy z nim dowiedzieli się, że jest muzułmaninem i wtedy również odstąpili od planu.
42:15
Ten mężczyzna nie wiedział, że to jedno zdanie prawdopodobnie uratowało mu życie.
42:21
Rankiem 16 grudnia sprawcy chcieli przygotować zasadzkę na wąskim odcinku Górskiego Szlaku i zaczekać tam na samotnych turystów. Ten plan również się nie powiódł. Po kolejnych nieudanych próbach w grupie zaczęły pojawiać się spory. Abderrahman oznajmił, że nie zamierza dalej uczestniczyć w ataku. W domu zostawił żonę, która była w ciąży z ich trzecim dzieckiem. Zawrócił więc w stronę Marrakeszu. Natomiast Abdesamat, Younes i Rashid pozostali w górach i nadal szukali ofiary.
42:54
Tego samego dnia Louisa i Maren kończyły kolejny etap swojej wyprawy i wracały szlakiem prowadzącym w stronę Ilmil. Trasa była stroma, kamiennista i pełna dużych głazów oraz ostrych zakrętów. Mimo, że do wioski pozostawało już niewiele drogi, robiło się późno. Przy szlaku znajduje się niewielki sklep prowadzony przez Achmeda Al-Kadiego, który sprzedaje przekąski, napoje i wodę pobieraną ze strumienia. Tego dnia Achmed spotkał trzech Marokańczyków. Poprosili go, czy mogą pomodlić się w jego szopie, dlatego rozłożył im worki służące za prowizoryczne dywaniki i dał wodę do obmycia.
43:32
Po modlitwie podziękowali i ruszyli dalej pod górę. Przed zachodem słońca Achmed zamknął sklep i wrócił do Ilmil. Luisa i Maren dotarły w to miejsce nieco później. Do zabudowań pozostawało im około 45 minut marszu, ale na zewnątrz robiło się ciemno. Przy północnej ścianie sklepu znajdował się równy fragment terenu, odpowiedni do rozstawienia namiotu. Dlatego postanowiły zatrzymać się tam na noc. Trzej mężczyźni zauważyli je wcześniej na szlaku.
44:04
Nie wiadomo, czy obie grupy ze sobą rozmawiały, ale sprawcy zobaczyli, gdzie kobiety rozbijają obóz. Zeszli jakieś 150 metrów niżej i również postawili namiot. Z miejsca, które wybrali, mogli spokojnie obserwować te dwie kobiety. Tego wieczoru ustalili między sobą podział ról. Abdesamat i Younes mieli zaatakować kobiety, natomiast Rashid miał nagrać wszystko telefonem. Nastawili alarm na północ i czekali, aż kobiety zasną, a na szlaku zapanuje całkowita cisza.
44:36
Po północy ruszyli w stronę ich namiotu. Zaczęli chodzić wokół niego, hałasować i nakazywać kobietom, żeby wyszły. Kiedy jeden z mężczyzn próbował otworzyć wejście, Louisa chwyciła zamek od środka. Wtedy rozpoczął się atak. Kobiety próbowały się bronić. Luisa zdołała wydostać się z namiotu i zaczęła uciekać, ale napastnicy ją dogonili. Maren pozostawała wewnątrz. Abdesamat i Younes zaatakowali kobiety nożami, podczas gdy Rashid nagrywał wszystko telefonem, czyli tak jak ustalili.
45:12
Na filmie Abdesamat przedstawiał zbrodnię jako odwet za straty poniesione przez ekstermistów w Syrii.
45:19
Luisa i Maren nie zostały wybrane ze względu na narodowość, ani dlatego, że wcześniej znały napastników. Sprawcy szukali po prostu zagranicznych turystów, którzy będą sami z dala od zabudowań i możliwej pomocy.
45:33
Po ataku mężczyźni ruszyli w stronę Ilmil. Przy jednym ze strumieni próbowali wyprać ubrania i usunąć ślady krwi. Kiedy znaleźli się bliżej wioski i odzyskali lepszy zasięg telefonu, Younes przesłał przez Telegram zarówno nagranie, na którym składali przysięgę lojalności, jak i film dokumentujący zbrodnie. Liczyli, że materiały zostaną później przekazane kanałom propagandowym związanym z państwem islamskim. Opuszczając górę, sprawcy działali jednak w pośpiechu. W pozostawionym namiocie znajdował się m.in. dokument tożsamości Abderrahmana, który wcześniej odłączył się od grupy.
46:09
Ten jeden przedmiot pozwolił policji szybko ustalić jego adres. Kiedy mężczyzna został zatrzymany, pozostali zrozumieli, że muszą jak najszybciej uciekać. Dlatego planowali opuścić Maroko, przedostać się do Algierii i dołączyć tam do grupy powiązanej z państwem islamskim. Policja zauważyła ich na dworcu autobusowym w Marrakeszu, ale nie zdecydowała się na natychmiastową interwencję. Jak wspominałam, wokół znajdowało się zbyt wiele osób.
46:38
Kiedy ostatecznie ich zatrzymano, wcale nie zakończyło to sprawy. Śledczy chcieli ustalić, czy działali całkowicie samodzielnie, czy też byli częścią większego środowiska, które wspierało ich plany, dostarczało materiały i pomagało im się radykalizować.
46:53
Szczególną uwagę zwrócono na Abdesamada, uznawanego za przywódcę grupy. Dla jego rodziny informacje o roli jaką miał odegrać w przygotowaniu i przeprowadzeniu ataku były ogromnym szokiem. Kiedy dziennikarze duńskiej gazety BT spotkali jego matkę, w domu rodzinnym na obrzeżach Marrakeszu kobieta była załamana. Mówiła, że nie potrafi zrozumieć tego, co się wydarzyło, ponieważ wcześniej nie zauważyła żadnych sygnałów, które wskazywałyby, że jej syn planuje przemoc.
47:24
Opisywała go jako człowieka religijnego, który od około 10 lat regularnie chodził do meczetu i troszczył się o rodzinę.
47:32
Według niej pracował jako malarz i rzemieślnik, a nie uliczny sprzedawca, jak podawały niektóre media. To on miał utrzymywać dom, żonę i czteroletnią córkę oraz pozostałych bliskich. Jego żona była wówczas w kolejnej ciąży. Relacja matki mężczyzny pokazywała, jak inaczej był postrzegany przez rodzinę, a jak wyglądał obraz wyłaniający się ze śledztwa. Bliscy widzieli w nim pracującego męża i ojca, natomiast policja uważała go za człowieka, który przez lata coraz głębiej angażował się w skrajną ideologię i ostatecznie stanął na czele grupy planującej zamach.
48:11
W kolejnych tygodniach liczba osób zatrzymanych w związku ze sprawą wzrosła do 25.
48:17
Nie wszyscy brali bezpośredni udział w zabójstwie Luisy i Maren. Część podejrzewano jednak o wspieranie sprawców, pomaganie w przygotowaniach albo utrzymywanie kontaktów z tym samym środowiskiem. Wśród zatrzymanych znalazł się także 25-letni mężczyzna posiadający obywatelstwo Szwajcarii i Hiszpanii.
48:37
Nazywał się Kevin Zoller Guervos, ale po przejściu na islam zaczął posługiwać się imieniem Abdella. Od 2015 roku mieszkał w Maroku. Śledczy podejrzewali, że mógł odgrywać znacznie większą rolę niż zwykły znajomy sprawców. Według nich wyszukiwał młodych mężczyzn podatnych na wpływy, radykalizował ich i przygotowywał do udziału w zamachach. Jego matka zdecydowanie zaprzeczała, by syn prowadził tego typu działalność albo miał jakikolwiek związek ze śmiercią Luisy i Maren.
49:10
Opowiadała, że jako nastolatek ciężko przeżył śmierć ojca. Później zaczął zażywać narkotyki i popadać w konflikty z prawem.
49:18
Brał udział w bójkach, miał też podpalać samochody, przez co trafił do ośrodka dla młodzieży. I to właśnie tam zaczął czytać Koran i zainteresował się islamem. Dla detektywów problemem nie była jednak sama zmiana religii. Uważali, że Kevin z czasem przyjął skrajnie radykalne poglądy, złożył przysięgę lojalności państwu islamskiemu i zaczął utrzymywać kontakty z ludźmi o podobnej ideologii.
49:43
Początkowo nie znaleziono dowodów, żeby bezpośrednio uczestniczył w zabójstwie turystek. Policja podejrzewała jednak, że mógł pełnić funkcję mentora dla osób, które przeprowadziły atak, uczyć je i pomagać im przygotowywać się do przemocy. Ostatecznie oskarżono go o przygotowywanie działań mających wywołać terror oraz szkolenie innych osób do udziału w takich czynach.
50:07
Śledztwo przestało więc dotyczyć wyłącznie czterech mężczyzn, którzy pojechali w Góry Atlas, a coraz wyraźniej było widać, że wokół nich istniało szersze środowisko ludzi, których łączyła skrajna ideologia, wzajemne kontakty i rozmowy o przeprowadzeniu kolejnych ataków. Mimo prób usuwania nagrania z internetu, nie udało się zatrzymać jego dalszego rozpowszechniania. Film był przesyłany przez komunikatory, publikowany na kolejnych kontach i trafiał do osób, które często nawet nie wiedziały, co za chwilę zobaczą.
50:42
Materiał obejrzało również wiele dzieci i nastolatków. W jednej ze szkół na obrzeżach Alborga nauczyciele zorganizowali specjalne spotkania dla uczniów siódmych i ósmych klas, ponieważ okazało się, że część z nich widziała to przerażające nagranie. Rozmawiano z nimi o tym, co obejrzeli, ale również o odpowiedzialności za dalsze przesyłanie brutalnych treści. Władze lokalne zalecały szkołom ostrożność. Z jednej strony trzeba było pomóc uczniom, którzy zobaczyli film, ale z drugiej zbyt głośne omawianie sprawy mogło tylko zwiększyć ciekawość kolejnych dzieci i zachęcić się do szukania nagrania.
51:23
Duńska i norweska policja próbowały ograniczać jego rozpowszechnianie, a prokuratura ostrzegała, że udostępnianie takiego materiału może być przestępstwem. Nie chodziło wyłącznie o brutalność filmu, ale o bezprawne rozpowszechnianie obrazów przedstawiających najbardziej prywatne i tragiczne chwile życia innej osoby. Nie wszyscy zgadzali się z takim podejściem. Część komentatorów uważała, że władze próbują ograniczyć dostęp do informacji. Inni podkreślali jednak, że dalsze udostępnienie filmu nie służyło informowaniu społeczeństwa, lecz jedynie powielało cierpienie ofiar i ich bliskich.
52:00
W jednym z postępowań 29-letnia kobieta przyznała, że przesłała takie nagranie przez Facebooka i w efekcie została skazana na trzy miesiące pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary oraz 80 godzin prac społecznych. Musiała także wypłacić odszkodowanie rodzicom Louisy. Był to jeden z pierwszych tak wyraźnych sygnałów, że osoby rozpowszechniające ten film nie mogą się tłumaczyć jedynie ciekawością albo tym, że otrzymały go od kogoś innego.
52:31
Policja podjęła wszelkie starania, aby właśnie zapobiec temu, by ten film był nieustannie dostępny w internecie. Przy okazji przypominano też, że sprawcy stworzyli to nagranie po to, żeby wywołać strach i zdobyć rozgłos, a każde kolejne udostępnienie pomagało im to osiągnąć.
52:50
Proces rozpoczął się 2 maja 2019 roku, w salę niedaleko Rabatu. Na ławie oskarżonych ostatecznie zasiadło 24 mężczyzn, 23 obywateli Maroka oraz jeden mężczyzna posiadający obywatelstwo Hiszpanii i Szwajcarii. Czterech z nich było bezpośrednio związanych ze śmiercią Luisy i Maren. Pozostałym zarzucano m.in. wspieranie grupy, udział w przygotowaniach do ataku albo związki ze środowiskiem ekstremistycznym. Mężczyźni odpowiedzialni za samą zbrodnię musieli liczyć się z dożywotnim pozbawieniem wolności, a nawet karą śmierci.
53:27
Podczas przesłuchań trzej głównie oskarżeni przyznali się do udziału w zabójstwie i szczegółowo opisali, jak planowali atak. Abdesamat uznawany za przywódcę grupy przyznał, że sam zaatakował jedną z kobiet. Younes, drugi ze sprawców, przyznał, że zabił drugą kobietę. A Rashid, że wszystko nagrywał telefonem.
53:48
Jednocześnie Abdesamad powiedział, że nie pamięta swoich ofiar. Kiedy sędzia zapytał go, czy żałuje tego, co zrobił, odpowiedział twierdząco. Przyznał, że wcześniej popierał państwo islamskie, a teraz nie wie już, co o tej organizacji myśleć. Nie odciął się jednak od niej jednoznacznie. Mówił, że od czasu zatrzymania nie wie, co dzieje się na zewnątrz, a prawdę i tak pokaże Bóg. Obrona próbowała przekonać sąd, że oskarżeni nie byli zdolni do w pełni racjonalnej oceny swoich działań.
54:19
Jedna z prawniczek zwróciła się o przeprowadzenie badań psychiatrycznych, argumentując, że tak brutalnej zbrodni nie może dokonać ktoś, kto właściwie korzysta ze swoich zdolności umysłowych. Przedstawiała oskarżonych jako ludzi ukształtowanych przez biedę, brak edukacji i radykalną indoktrynację. Prokuratura odpowiadała jednak, że atak nie był nagłym wybuchem przemocy. Mężczyźni przez wiele miesięcy rozważali różne scenariusze, wcześniej pojechali w góry na rozpoznanie, przygotowali sprzęt, podzielili między siebie role i szukali odpowiednich ofiar.
54:53
Na sali przedstawiono nagrania, materiały z monitoringu, ślady zabezpieczone w pobliżu namiotów oraz przedmioty zabezpieczone podczas zatrzymań. W trakcie jednej z rozpraw pełnomocnik rodziny Louisy odczytał list napisany przez jej matkę Hele. Kobieta napisała, że po śmierci córki jej życie legło w gruzach. Płakała każdego dnia, a kiedy myślała o ostatnich chwilach córki, nie potrafiła uwolnić się od wyobrażenia jej strachu i wołania o pomoc.
55:23
Domagała się dla bezpośrednich sprawców najsurowszej możliwej kary. Uważała, że powinni zostać skazani na śmierć. Rodzina wystąpiła także o odszkodowanie od państwa marokańskiego w wysokości przekraczającej milion dolarów, choć jej pełnomocnik podkreślał, że nie pieniądze były najważniejsze. Żadna kwota nie mogła zwrócić im Luisy ani naprawić tego, co wydarzyło się w górach. Odczytanie listu poruszyło wiele osób obecnych na sali. Oskarżeni nie sprawiali jednak wrażenia przejętych.
55:55
Podczas rozpraw rozmawiali między sobą, śmiali się, a czasami niemal kładli na ławach znajdujących się ze szklaną osłoną. Zachowywali się w ten sposób nawet wtedy, gdy ich obrońcy próbowali przekonać sąd, że zasługują na łagodniejsze potraktowanie.
56:11
Ogłoszenie wyroku przykładano trzykrotnie. Ostatecznie sąd przedstawił swoją decyzję 18 lipca 2019 roku. Przed jej odczytaniem oskarżeni otrzymali ostatnią możliwość zabrania głosu. Abdesamat uznawany za przywódcę grupy wypowiedział muzułmańskie wyznanie wiary. Younes i Rashid prosili Boga o przebaczenie. Wszyscy trzej zostali skazani na karę śmierci.
56:37
Sąd zobowiązał ich także do wypłacenia odszkodowania rodzinom kobiet. Ale od początku domagała się dla bezpośrednich sprawców najwyższej możliwej kary. Po ogłoszeniu wyroku pełnomocnik rodziny powiedział, że decyzja odpowiadała zebranym dowodom i była zgodna zarówno z marokańskim prawem, jak i zasadami prawa międzynarodowego. W zakresie odpowiedzialności karnej rodzina uznała ją za w pełni satysfakcjonującą.
57:05
Pozostali oskarżeni otrzymali kary od pięciu lat pozbawienia wolności do dożywotniego pozbawienia wolności. Wyjątkiem był wspomniany wcześniej Kevin, który był obywatelem Hiszpanii i Szwajcarii, usłyszał wyrok dwudziestu lat pozbawienia wolności.
57:22
Skazani odwołali się od decyzji sądu. Sprawa Luisy i Maren nie zakończyła się więc wraz z ogłoszeniem pierwszych kar. Kolejne rozstrzygnięcia miały zapaść kilka miesięcy później przed sądem apelacyjnym. Z kolei jeśli chodzi o rodzinę Maren, to nie domagała się konkretnej kary. Jej pełnomocnik podkreślał, że najważniejsze było dla nich coś innego. Żeby podobna tragedia nigdy więcej się nie powtórzyła. Bliscy mieli zaufanie do marokańskiego wymiaru sprawiedliwości i deklarowali, że zaakceptują wyrok, który sąd uzna za sprawiedliwy.
57:57
31 października 2019 roku sąd apelacyjny utrzymał kary śmierci wymierzone trzem mężczyznom. Jednocześnie zaostrzył wyrok wobec Abderrahmana, który brał udział w przygotowaniach i wyruszył z pozostałymi mężczyznami w górę, ale wycofał się przed samym atakiem. W pierwszej instancji mężczyzna został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Po apelacji również wobec niego orzeczono karę śmierci. Po ogłoszeniu decyzji Abdesamat miał sam zażądać dla siebie najwyższej kary, mówiąc, że nie uznaje ani obowiązującego prawa, ani praw człowieka.
58:37
Dwaj pozostali bezpośredni sprawcy recytowali fragmenty Koranu.
58:42
Choć mężczyźni zostali zobowiązani do wypłacenia rodzinną kobiet odszkodowania, to w praktyce nie byli jednak w stanie zapłacić takiej kwoty. Do tego sprawa wróciła później w 2021 roku, a sąd administracyjny w Marrakeszu nakazał państwu marokańskiemu wypłatę 5 milionów dirhamów, czyli około pół miliona dolarów spadkobiercom jednej z ofiar. I tutaj nie jestem pewna, jak to wyglądało w przypadku drugiej rodziny. Nie zostało to właśnie przedstawione w źródłach, albo nie byłam w stanie do tego dotrzeć.
59:16
Być może po prostu druga rodzina już o to nie walczyła. Kolejne informacje pojawiły się 28 lutego 2023 roku. Wtedy też Abderrahman został znaleziony martwy w celi więzienia. Według marokańskiej administracji więziennej odebrał sobie życie. Był to ten mężczyzna, który postanowił wrócić do domu, zanim doszło do ataku. Z kolei 1 lipca 2025 roku w więzieniu zmarł Younes, drugi z bezpośrednich sprawców.
59:48
Według dostępnej informacji on również miał odebrać sobie życie. Wcześniej zdiagnozowano u niego zaburzenia psychiczne i pozostawał pod opieką psychiatryczną. Abdesamat i Rashid nadal pozostają w więzieniu i oczekują na wykonanie kary śmierci. Choć tu warto zaznaczyć, że od 1993 roku tak naprawdę żadnej egzekucji tam nie wykonano i nie jest pewne, czy do niej w ogóle kiedykolwiek dojdzie.
60:18
Matka Louisy, Hele, nie ukrywała, że nie potrafi wybaczyć sprawcom. Podkreślała jednak, że nie życzy im śmierci. Chciała przede wszystkim, żeby już nigdy nie odzyskali wolności i nie mogli skrzywdzić kolejnych osób. Z czasem zdecydowała się pojechać do Maroka i odwiedzić miejsce, w którym zginęła jej córka. Początkowo bardzo bała się tej podróży, ale zależało jej, żeby zobaczyć szlak i zostawić tam kwiaty. Opowiadała później, że kiedy położyła bukiet, miejsce wydawało jej się zaskakująco spokojne.
60:48
Planowała też powrócić w góry razem z pozostałymi dziećmi i przejść trasę, którą pokonała Louisa. Nie chodziło o tworzenie jej ostatnich chwil, lecz o zobaczenie krajobrazu, który tak bardzo ją fascynował i przeżycie z nią tej wyprawy choćby w symboliczny sposób. Z kolei Irene, matka Maren, postanowiła przekuć część swojego bólu w działania przeciwko radykalizacji i przemocy. Zależało jej na kontynuowaniu wartości ważnych dla córki, otwartości, szacunku wobec drugiego człowieka i ocenianiu ludzi jako jednostek, a nie wyłącznie członków określonej religii, kultury czy społeczności.
61:26
Tak narodził się projekt Maren Garden. Jego celem nie miała być walka oparta na gniewie ani dzielenie ludzi na strony, lecz zapobieganie radykalizacji poprzez edukację, rozmowy i próby pojednania. Irena uważała, że nikt nie rodzi się ekstremistą, a do przemocy często prowadzi długi proces manipulacji, izolacji i narastającej nienawiści.
61:51
Jej działania zostały później dostrzeżone przez Centrum Pokojowe Nobla, a Irene zaangażowała się później w projekt poświęcony spotkaniom osób stojących po przeciwnych stronach. Planowała również pojechać do Maroka i spotkać się z matkami mężczyzn skazanych za udział w zabójstwie Luisy i Maren. Chciała zrozumieć, w jaki sposób ich synowie zostali zradykalizowani, a także pokazać, że ich wybory wpływają także na ich rodzinę.
62:19
Nie oznaczało to usprawiedliwiania zbrodni ani rezygnacji z odpowiedzialności. Irena szukała raczej odpowiedzi na pytanie, co można zrobić wcześniej, zanim kolejny młody człowiek zostanie przekonany, że przemoc jest jedyną drogą. W 2023 roku po raz pierwszy po śmierci córki odwiedziła Maroko jako założycielka Marengarden. Hele i Irene wybrały różne sposoby radzenia sobie ze stratą. Jedna wróciła na szlak, który przemierzała córka i walczyła o to, by sprawcy nigdy nie odzyskali wolności.
62:51
Druga próbowała zrozumieć mechanizm, który doprowadził do zbrodni i wykorzystać tę wiedzę do przeciwdziałania dalszej przemocy. Obie jednak starały się zrobić to samo – ocalić pamięć o swoich córkach przed tym, by została sprowadzona wyłącznie do sposobu, w jaki zginęły.
63:09
I to wszystkie informacje, jakie przygotowałam na temat tej sprawy. Dajcie znać, jakie są Wasze przemyślenia. I pamiętajcie, że w tym odcinku nie chodzi o to, żeby kogoś straszyć, żeby zniechęcać do wypraw, ale żeby właśnie zauważyć pewne schematy, wskazówki, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo i zwiększać świadomość. I to jest najważniejsze, żebyśmy na siebie uważali i odpowiednio się przygotowywali do takich wyjazdów, a wszelkie skrajności nigdy nie są dobre.
63:46
Czekam na Wasze wypowiedzi i z góry za nie dziękuję. Dziękuję też za Waszą aktywność, postawione kawki i wspieranie na YouTube. Zachęcam Was jeszcze do zajrzenia na Instagram albo Facebooka i dzięki za wysłuchanie. Życzę Wam dobrego dnia, dobranoc, do usłyszenia.